Zaczynając od tego, że wcale tak uroczo nie jest (duszący kaszel w nocy), przejdę do wymieniania przyjemniejszych rzeczy, których jest o wiele, wiele więcej :)
- przede wszystkim śpię do oporu (biorąc pod uwagę wspomniane wcześniej nocne igraszki z suchym kaszlem, sen się wydłuża do godzin południowych),
- po domu przemieszczam się ubrana jak sułtan z lumpeksu, tudzież 40letnia stara panna z warzywniaka – bardzo sexy.
- pory na mojej twarzy mogą w końcu odpocząć od tapety, dzięki czemu pojawienie się kopalni odkrywkowej na moim licu jest znikome.
- gąszcz włosów może frywolnie latać mi po łbie we wszystkich możliwych kierunkach – bez obawy, że zostanie uciśniony przez bezlitosnego generała Badyla, dla wtajemnicznonych, znanego pod pseudonimem “Prostownica”.
- nadrabiam wszelkie możliwe filmy. Te wcześniej oglądnięte i te całkiem “świeże”. Ze staroci m.in: A walk to remember – film w sumie chyba kierowany do młodzieży, z jakże banalnym scenariuszem: on jest popularny, ona szara mysz, on nabroił i musi to odrobić społecznie, spotykają się na zajęciach teatralnych, wielka miłość, on się zmienia, ona jest chora na białaczkę i inne sranie w banię. Mimo to za każdym razem ryczę jak bóbr. No i oczywiście, że ona umiera :D Drugim filmem, który nigdy mi się nie znudzi jest Van Helsing – oczywista o wampirach, wilkołakach i zawadiackim kolesiu w kapeluszu. Fabuła lekka i przyjemna. Muzyka – rewelacja. Ok. Przyznaję bez bicia – uwielbiam wampiry i wszystko, co z nimi związane. Fascynują mnie w pewien sposób.

- Słucham “Zmierzch” w postaci audiobooka. Nie wiem czy powinnam się oficjalnie do tego przyznawać.. Szczerze, wolę słuchać syntetycznej czytanki jaką uracza mnie Eva z Exprossivo, niż niszczyć sobie oczka czytając e-booka. Nie to, żebym “znerdziała” do reszty, jednak z powodu braku środków, jestem zmuszona iść po najmniejszej linii oporów. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że po stokroć wolę książki od filmów.
- Gotuję obiady. Na ten temat rozpisywać się nie będę. Wspomnę tylko skromnie, że gotuję znakomicie – mam to po siostrze :D
- Robię na drutach. Tak. Na drutach. W przyszłości myślę też, aby opanować sztukę szydełkowania. Ale to później.
- Skoro już zachowuję się jak kura domowa, to zastanawiasz się pewnie czy sprzątam równie ochoczo. Niespodzianka. Nienawidzę sprzątać. Tzn. u siebie nienawidzę. U znajomych z wielką chęcią, nawet zbytnio nie trzeba nic mówić, sama ochoczo zabieram się do roboty. U siebie natomiast, robię to w chwili, gdy wewnętrzny leń mojego wewnętrznego lenia nie może patrzeć na to, że traktuję swój pokój po męsku.
Dla oczyszczenia aury palę kadzidełka i papierosy. I w tym momencie słyszę głośne buczenie od strony publiczności… Nie można być ideałem. A ja kocham swoje nałogi i jestem im wierna.
Tymczasem wracam do zapomnianej mi już, przez pracę w odzieżówce, sztuki, zwanej malowaniem paznokci.
Zamieszczony w: casualowe | Otagowane: a walk to remember, chorobowe, druty, e-booki, filmy, gotowanie, książki, L4, sprzątanie, van helsing, zmierzch
A zrobisz mi rękawiczki na drutach? :D