This Beaujolais Nouveau, chosen for its fruit and alegance, was drawn very early. Served cool, it has all the charm and appeal of its youth.
Joseph Drouhin
Tymi słowami przywitał mnie liścik, znajdujący się na jednym ze stolików niedawno powstałego klubu Music Cafe. Wszyscy, którzy zaliczyli podstawowy kurs języka królów domyślą się, że chodziło o młode wino bożole. I proszę nie mylić tego trunku z siarkowanym napojem winopodobnym, dostępnym na najniższej półce każdego sklepu monopolowego.
Krótko o winie. Beaujolais występuje najczęściej jako czerwone wino francuskie, z regionu o takiej samej nazwie, na północ od Lyon we Francji. Produkowane jest z odmiany winogron gamay, dawniej pinot noir. Wino to, dzięki przyspieszonemu procesowi fermentacji jest gotowe do spożycia już po sześciu tygodniach. Charakteryzuje je cierpki, lekki smak. Można je określić mianem “wesołego” wina, również przez nastrój, który wprowadza, już po opróżnieniu kilku butelek.
Lubuscy winiarze również zorganizowali święto młodego wina, właśnie w Music Cafe. Jak tradycja nakazuje, event odbył się w czwartek. Zaprezentowano wina z lubuskich winnic m.in. z Winnicy na Leśnej Polanie, Winnicy Kinga, Winnicy Miłosz. Gwar i wesołość nie ustawały ani na chwilę. Atmosferę dodatkowo umilał duet Ewy i Wojciecha Jaske, którzy w każdy czwartek grają dla gości Music Cafe. Miłośnicy dobrej muzyki, na pewno znajdą coś dla siebie.
Nie zapominajmy o samym klubie. Music Cafe znajduje się przy ulicy Kościelnej 2 w Zielonej Górze. Lokalizacja jest zaiste świetna, bo w samym centrum. Wystrój klubo-kawiarni robi ogromne wrażenie. Pomieszczenia są przestronne, przytulnie, ale dobrze oświetlone. Klub posiada dwie sale. Obie urządzone ze smakiem. W jednej kawiarniane stoliki i krzesła, w drugiej wygodne, duże sofy.
W menu klubu mamy różnorodność przekąsek i napojów. I tu pojawia się “ale”. Zamówiłam dużą waniliową latte. Dostałam taką, jaka zwykle jest podawana w kawiarniach, więc dochodzę do wniosku, że mała podawana jest w filiżance do espresso. Po drugie kawa ta nie przypominała latte, a raczej rozpuszczalną zalaną mlekiem. Zero piany “na dwa palce”, nie miała warstw, nie widziałam syropu na dnie, a jedynie drobinki kawy, co świadczy o kiepskim czyszczeniu ekspresu. No i ceny. Rozumiem, że chodzi o odstraszenie potencjalnych klientów, stojących pod budką z piwem, ale nie zapominajmy, że Zielona Góra stoi studentami, a z definicji nie są oni rekinami biznesu, bawiącymi się “w naukę”.
Klub ma dwa wejścia, co jest znacznym ułatwieniem, tym bardziej, że przejście przy strefie baru, gdy siedzą goście, to jak spacer po linie. Kelnerzy z pełną tacą muszą poruszać się z gracją godną primabaleriny, aby nikogo nie potrącić/oblać/oparzyć. To, z czym nie spotkałam się do tej pory, to ogólnie panujący zakaz palenia do godziny 18tej. Trzeba jednak przyznać, że miejsce to jest na tyle wytworne, że pierwszego papierosa zapaliłam z lekkim speszeniem. Ale tylko pierwszego.
I uwaga na odzież wierzchnią! Music Cafe w całej swojej świetności proponuje wieszaki jedyne w swoim rodzaju: w formie kolan gości, albo krzeseł, na których nieboraki siedzą. Brak szatni, wieszaków, czegokolwiek, co mogłoby sprawić, że będziemy spokojnie siedzieć i delektować się kawą, bez myślenia o tym, co i z kim robi teraz nasza kurtka…?
Klub reklamuje się również imprezą cykliczną o nazwie Before Clubbing & Cocktail Party, czyli wszystko, co powinno pozytywnie nas nastawić na weekendowy clubbing. Muzyka funk, soul, disco i house w każdy piątek i sobotę od godziny 18.00. Można przyjść, posłuchać i… posłuchać. Tańczenie? Zapomnijcie. Nie ma gdzie. Chyba, że w przejściu do toalety, ale ponoć nie liczy się gdzie, tylko z kim. No i że wstęp wolny.
Music Cafe w skrócie:
Plusy:
+ rewelacyjny wystrój i klimat,
+ dostęp do Internetu,
+ świetne miejsce na lunch, kawę z przyjaciółką, imprezę okolicznościową ,
+ centrum miasta,
+ bardzo dobra muzyka,
Minusy:
- ciasne przejście między stolikami a barem,
- nie ma miejsca do tańczenia,
- umywalki w toalecie na wysokości jak dla przedszkolaka, brak lustra w męskiej
- dość wysokie ceny, nieczytelne menu,
- brak miejsca na odzież wierzchnią,
Nadzieje:
* magiczne i spontaniczne pojawienie się wieszaków,
* aranżacja małego miejsca do tańczenia,
* poziom obsługi wyższy, niż u kelnerów w Sphinksie – więcej uśmiechu, mniej oczywistych (dla nich) oczywistości
Myślę, że nieraz tam jeszcze zawitam. Szczerze polecam wszystkim odwiedziny – zwłaszcza w czwartki.
Zamieszczony w: clubowe | Otagowane: beaujolais, ewa jaske, jazz, kawiarnia, klub, music cafe, muzyka, recenzja, winnica kinga, winnica na leśnej polanie, wino, wojciech jaske, zielona góra, święto | Zostaw Komentarz »








